Słomiany zapał

Słomiany zapał

 Dawno mnie tu nie było, ale to się właśnie nazywa słomiany zapał :D Będę starała się tu bywać w miarę systematycznie. Marcelina właśnie skończyła 7 miesięcy. Dużo się u nas pozmieniało. Rośnie z niej niezłe ziółko. A energii ma za troje. Już czasami brakuje mi sił a wszystko dopiero przede mną. 
Mamy już jednego zęba-dolną jedynkę :D Nadal wszystko ląduje w buzi. Po porostu wszystko nawet dywan jak leży na brzuchu to potrafi do buzi wziąć. Chyba będzie tak już dopóki nie wyjdą jej wszystkie zęby. Dzisiaj właśnie usiadła pierwszy raz sama. Kombinowała kombinowała aż wykombinowała jak może to zrobić :) Mądra dziewczynka. Każdego dnia jestem z niej dumna kiedy widzę jak się rozwija, uczy czegoś nowego, jak sobie sama radzi. Dodam parę zdjęć, żebyście mogli zobaczyć jak już duża dziewczyna mi urosła. 

Włosy Marceli żyją własnym życiem :D
Sami zobaczcie:


 
Mała modelka

Mała modelka

Uwiecznianie każdej chwili na zdjęciach to teraz chyba nieodzowny punkt w naszym życiu. Robimy zdjęcia wszystkim i wszystkiemu. Już kilka minut po porodzie nasza pociecha ma swoje pierwsze zdjęcie. Popularne stały się też planowane sesje zdjęciowe. Sesję noworodkową najlepiej jest zrobić do 14 dnia życia maluszka. Niestety nasza Marcelina nie była skora do współpracy :) Po prostu była w tamtym okresie bardzo płaczliwym maluszkiem i najlepiej było na rękach przy cycu u mamusi. Ale Marcelina chciał czy nie chciał jest skazana na bycie modelką :D To że nie miała swojej pierwszej sesji nie znaczy, że nie ma wcale. Oczywiście, że ma. Jak ma się Matkę Chrzestną, którą pasjonuje fotografia, to można by rzec, że sesje są na porządku dziennym. 

A tu parę zdjęć: 




Sesja świąteczna:
 




Już planujemy następna :)





Cześć Wam :)

Cześć Wam :)

Mała już po kąpieli zasypia w swoim łóżeczku to mam trochę czasu dla siebie. Swoją drogą muszę ją zacząć przestawiać pomału na późniejsze godziny spania, ale jak do tego dojdzie to pewnie będę Wam pisać jak to wygląda w praktyce. A dzisiaj może trochę wspomnień z okresu ciąży. Hmmm... Co to był za czas. Przed ciążą nie wierzyłam w te wszystkie pogadanki o hormonach, że kobieta się staje taka wyczulona na zapachy, smaki i zachowania innych ludzi. Przekonałam się jednak na sobie. U mnie to była istna BURZA hormonów. Stałam się płaczliwa, nie potrafiłam zapanować nad własnymi emocjami. Koszmar jakiś. Naprawdę dziwię się jak ze mną wszyscy wytrzymywali, jak ja sama miałam siebie dosyć czasami. Wiem, że kobiety mówią że ciąża to najwspanialsze co może się przydarzyć. Matko... To ja chyba jestem jakaś inna. Pomijając już te hormony, ale na przykład znalezienie sobie pozycji do spania to był wyczyn. Nie mówiąc już o nieprzespanych nocach. A ból nóg i skurcze jak mi dawały w kość kiedy za dużo pochodziłam. Nudności w pierwszym trymestrze a fuuu... jak nie mogłam nawet patrzeć na niektóre potrawy. Potem ten wilczy apetyt, że nie wiedziałam co mam jeść. Mogłam cały czas coś przeżuwać :D A na sam koniec czułam się jak wielka ciężarówka. Na porodówce mówili że idzie najpierw brzuch a potem pacjentka :) W tych momentach miałam po prostu już dość. Ale wszystkie ruchy i kopniaki Małej wynagradzały to wszystko. I myśl, że ONA już niedługo z Nami będzie. Że będę ją mogła przytulić, wycałować. 
I jest od 4 miesięcy. Najcenniejszy dar w moim życiu.

A tu parę zdjęć z sesji ciążowej robionej przez moją uzdolnioną siostrę :)



Copyright © 2014 Córka i ja , Blogger